Strona głównaInneIle znaków ewakuacyjnych potrzebuje budynek? Zasady rozmieszczenia i najczęstsze błędy

Ile znaków ewakuacyjnych potrzebuje budynek? Zasady rozmieszczenia i najczęstsze błędy

Wyobraź sobie bardzo klasyczną, powtarzającą się w wielu firmach sytuację. Właściciel lub zarządca budynku kupuje ładną, zieloną tabliczkę z napisem „Wyjście ewakuacyjne”, montuje ją starannie tuż nad głównymi drzwiami wejściowymi, po czym z zadowoleniem otrzepuje ręce. Czuje, że temat przepisów pożarowych ma załatwiony. Niestety, to potężny błąd. Znak ewakuacyjny, który wisi tylko i wyłącznie przy wyjściu z budynku, daje jedynie bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa.

W praktyce, z punktu widzenia inspektorów straży pożarnej, to jedna z najczęstszych i najbardziej rażących nieprawidłowości wykrywanych podczas rutynowych kontroli obiektów. Zazwyczaj problemem nie jest całkowity brak oznakowania (bo o tej jednej tabliczce nad drzwiami pamięta prawie każdy), ale jego niekompletność. Brakuje znaków tam, gdzie są najbardziej potrzebne – w punktach, w których uciekający w panice człowiek może się zawahać i stracić cenne sekundy, zastanawiając się, w którą stronę pobiec. Przyjrzyjmy się zatem, jak ugryźć temat prawidłowego oznakowania całego budynku, by spełnić wymogi prawa i faktycznie ułatwić ludziom ucieczkę w sytuacji zagrożenia.

Podstawowa zasada rozmieszczania znaków ewakuacyjnych: ciągłość i widoczność

Polskie przepisy budowlane i pożarowe formułują tę kwestię bardzo jasno i wprost. Nie ma czegoś takiego jak sztywny przelicznik typu „jeden znak na każde 50 metrów kwadratowych” albo „wymóg minimum jednego znaku na cały budynek”. Kluczowa zasada opiera się na ludzkiej orientacji w przestrzeni. Z każdego miejsca na drodze ewakuacyjnej, w którym może pojawić się najmniejsza nawet wątpliwość co do kierunku dalszej ewakuacji, powinien być bezpośrednio widoczny znak ewakuacyjny.

To oznacza wymóg żelaznej ciągłości informacji. Jeśli osoba ewakuująca się idzie długim korytarzem i w pewnym momencie traci z oczu znak, który minęła, a przed sobą nie widzi kolejnego – system ma lukę. Oznakowanie musi prowadzić człowieka dosłownie „za rękę”, od jego stanowiska pracy, aż po otwarte powietrze na zewnątrz.

Podstawą prawną tych rygorystycznych zasad jest przede wszystkim rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 7 czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów (Dz.U. Nr 109, poz. 719). Ten akt prawny jest uzupełniony przez ustawę z dnia 24 sierpnia 1991 r. o ochronie przeciwpożarowej oraz niezwykle ważne w praktyce instalatorskiej normy PN-ISO, które precyzyjnie definiują terminologię, wygląd, a nawet rozmiar i kolorystykę symboli graficznych stosowanych w ewakuacji.

Przeczytaj też:  Recepta online w podstawowej opiece zdrowotnej

Co dokładnie składa się na drogę ewakuacyjną? To nie tylko korytarz

Zanim w ogóle zabierzemy się za rozplanowanie tego, gdzie powiesić tabliczki, warto dobrze zrozumieć, czym w świetle prawa jest droga ewakuacyjna. Błędem jest myślenie, że to tylko ten najszerszy korytarz na parterze.

Droga ewakuacyjna to absolutnie cały odcinek komunikacyjny (zarówno poziomy, jak i pionowy), prowadzący z dowolnego, najgłębiej schowanego punktu w budynku, prosto do wyjścia końcowego na przestrzeń otwartą (lub do innej, bezpiecznej strefy pożarowej). Wliczamy w to zatem wszystkie mniejsze korytarze, obszerne hole recepcyjne, klatki schodowe, pochylnie dla niepełnosprawnych, aż po samo przejście, wyjście i finalne dojście ewakuacyjne.

Mówiąc wprost: każda standardowa droga komunikacji ogólnej, którą pracownik, klient czy gość musiałby pokonać, żeby szybko opuścić płonący budynek, automatycznie pełni funkcję drogi ewakuacyjnej. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy na co dzień pracownicy traktują ten fragment podłogi jako główny „korytarz do wyjścia”, czy też jako zwykłe przejście między działem księgowości a magazynem. Wymogi pożarowe obejmują je wszystkie.

Gdzie najczęściej brakuje znaków? Punkty krytyczne

Z mojego doświadczenia w analizowaniu protokołów pokontrolnych wynika, że istnieje kilka bardzo typowych „martwych punktów” w budynkach. To miejsca, o których zarządcy notorycznie zapominają, a które stają się pułapką w zadymionym obiekcie. Gdzie trzeba szczególnie uważać?

  • Skrzyżowania i załamania korytarzy. To klasyczny dylemat „w lewo czy w prawo?”. Miejsca, w których droga się rozdziela, wymagają bezwzględnego postawienia znaków kierunkowych. Osoba biegnąca w stresie nie ma czasu na zastanawianie się czy wyciąganie planu budynku.
  • Klatki schodowe. Częsty błąd to oznaczenie wejścia na klatkę, ale brak znaków w jej wnętrzu. Znak musi jednoznacznie wskazywać kierunek (w dół lub w górę) na spoczniku każdego kolejnego poziomu, zwłaszcza w budynkach mających kondygnacje podziemne (garaże), z których ucieka się do góry.
  • Duże, otwarte przestrzenie (tzw. open space). Mowa tu o rozległych halach produkcyjnych, magazynach z rzędami wysokich regałów czy nowoczesnych salach konferencyjnych. W takich miejscach brak jest naturalnych, murowanych „korytarzy”, co drastycznie utrudnia intuicyjną orientację, szczególnie przy silnym zadymieniu. Znaki trzeba podwieszać pod sufitem lub montować na filarach konstrukcyjnych.
  • Pomieszczenia bez bezpośredniego widoku na wyjście głównych tras. Zakamarki biurowe, głębokie zaplecza, zamknięte z zewnątrz pokoje socjalne, czy boczne, dobudowane skrzydła budynku. Pracownik, wychodząc z takiego pokoju na korytarz, musi od razu widzieć, w którą stronę ma się skierować.
  • Odcinki proste, ale dłuższe niż zasięg wzroku. Jeśli stoisz przy jednym znaku ewakuacyjnym i patrząc przed siebie wzdłuż korytarza nie jesteś w stanie dostrzec kolejnego (bo np. korytarz ma 40 metrów długości), to wyraźny sygnał, że pośrodku brakuje oznakowania pośredniego.
Przeczytaj też:  Recepta online w podstawowej opiece zdrowotnej

Znaki podstawowe i uzupełniające – jakie wybrać?

Systemy oznakowania ewakuacyjnego nie ograniczają się do jednej, legendarnej tabliczki ludzika biegnącego do drzwi. Dzielą się one na kilka logicznych grup. Mamy znaki kierunkowe (strzałki wskazujące trasę), znaki samego wyjścia ewakuacyjnego i wyjścia awaryjnego (montowane bezpośrednio nad docelowymi drzwiami), a także znaki dodatkowe, informacyjne (np. wskazujące miejsce zbiórki po ewakuacji na zewnątrz budynku, czy kierunek do klucza od wyjścia awaryjnego).

Bardzo ważną kwestią jest dobór materiału. W obiektach, w których nie ma dedykowanego zasilania awaryjnego oświetlenia, lub w strefach, gdzie standardowe lampy mogą po prostu zawieść z powodu przepalenia instalacji, stosuje się obowiązkowo znaki fotoluminescencyjne. To tabliczki, które „magazynują” światło z otoczenia, a gdy nagle zgaśnie prąd – jasno świecą w ciemności, wskazując drogę. Pamiętajmy, że podczas pożaru strażacy często jako pierwszą czynność wykonują odcięcie głównego zasilania!

Dla osób poszukujących certyfikowanych, zgodnych z prawem i trwałych rozwiązań, polecam sprawdzić ofertę w wyspecjalizowanych punktach. Szeroki i rzetelny wybór takich oznaczeń, podzielonych ze względu na zastosowanie, można znaleźć na przykład w dedykowanej kategorii znaki ewakuacyjne i ratunkowe na portalach zaopatrujących firmy. Dostępne są tam warianty zarówno ze sztywnego PCV, jak i praktyczne naklejki, z kluczowymi dla straży pożarnej badaniami dopuszczającymi (CNBOP-PIB).

Kto personalnie odpowiada za rozmieszczenie znaków?

Prawo przeciwpożarowe nie znosi próżni. Za odpowiednie wyznaczenie dróg ewakuacyjnych, utrzymanie ich w stanie umożliwiającym natychmiastowe i bezpieczne korzystanie (bez zagracania paletami czy kartonami!) oraz za ich rygorystyczne oznakowanie odpowiada właściciel, zarządca lub użytkownik budynku (zależnie od tego, jak spisano umowę najmu i podział obowiązków).

W praktyce to właśnie ta osoba figurująca w dokumentach ponosi pełne konsekwencje prawno-finansowe. Jeśli podczas kontroli prewencyjnej Państwowej Straży Pożarnej okaże się, że oznakowanie jest niekompletne, nieaktualne lub fizycznie niewidoczne z powodu zasłonięcia (np. nowym regałem z dokumentami, który postawiono przed tabliczką), mandat lub nakaz natychmiastowego usunięcia uchybień to najłagodniejszy scenariusz. W przypadku faktycznego pożaru i tragedii, odpowiedzialność wkracza już w obszar kodeksu karnego.

Szybka checklista przed kontrolą (i dla własnego spokoju)

Zanim inspektor zapuka do drzwi Twojej firmy, zrób samodzielny obchód budynku i zadaj sobie następujące pytania:

  • Czy z absolutnie każdego punktu na drodze ewakuacyjnej, stając w miejscu i rozglądając się wokół, widzę ewidentny kierunek ucieczki i kolejny znak?
  • Czy wszystkie docelowe wyjścia ewakuacyjne na parterze i wyjścia awaryjne są należycie i wyraźnie opisane?
  • Czy zastosowane znaki są dobrze widoczne również w całkowitych ciemnościach, przy braku zasilania (czy mają odpowiednie parametry fotoluminescencyjne lub podpięte zasilanie awaryjne)?
  • Czy od czasu ostatniego remontu, przestawienia ścianek działowych ze szkła karton-gipsu lub reorganizacji przestrzeni, układ strzałek kierunkowych został zaktualizowany? (To bardzo częsty błąd – układ ścian się zmienia, ale strzałki wciąż prowadzą w ślepą uliczkę).
  • Czy żaden z kluczowych znaków nie jest aktualnie zasłonięty przez wysoki kwiat doniczkowy, nową szafę na akta, plakat reklamowy firmy lub otwarte na oścież skrzydło innych drzwi?
Przeczytaj też:  Recepta online w podstawowej opiece zdrowotnej

Podsumowanie

Kompletne i rzetelne oznakowanie dróg ewakuacyjnych to z pewnością nie jest pojedynczy, samotny znak powieszony przy wyjściu głównym dla „świętego spokoju”. To skrupulatnie przemyślany, logiczny i spójny system informacyjny, który musi pozostawać czytelny z absolutnie każdego punktu, w którym osoba ewakuująca się może zawahać się co do kierunku swojej ucieczki.

Warto wiedzieć – popularne pytania o oznakowanie

Na jakiej wysokości od podłogi powinno się montować znaki ewakuacyjne?

Polskie normy (głównie PN-N-01256-5) wskazują, że znaki kierunkowe na ścianach korytarzy powinny być montowane na wysokości oczu dorosłego człowieka, co w praktyce oznacza poziom od około 150 cm do 160 cm od poziomu podłogi. Z kolei znaki wskazujące wyjście („Wyjście ewakuacyjne”) zawiesza się bezpośrednio nad drzwiami ewakuacyjnymi (zazwyczaj jest to wysokość około 200 – 220 cm). Bardzo ważne jest też oznaczanie przestrzeni przy samej podłodze (systemy LLL – Low Location Lighting), co bywa kluczowe przy silnym, gęstym zadymieniu, kiedy uciekający poruszają się na czworakach.

Czy w bardzo małym, prywatnym biurze też trzeba instalować ten cały system znaków?

Zdecydowanie tak. Wspomniana wcześniej zasada ciągłości i widoczności znaku z każdego punktu potencjalnej wątpliwości obowiązuje zawsze, niezależnie od gabarytów i kubatury budynku. W małym, jednopokojowym biurze na parterze może to ostatecznie oznaczać potrzebę powieszenia zaledwie jednego lub dwóch znaków, ale absolutnie nie zwalnia to zarządcy z obowiązku ich zastosowania. W razie pożaru każda sekunda wahania kosztuje równie drogo, zarówno w wieżowcu, jak i w małym lokalu.

Czym dokładnie różnią się znaki fotoluminescencyjne od tych zwykłych?

Najprościej rzecz ujmując: znaki fotoluminescencyjne są pokryte specjalnym, bezpiecznym dla zdrowia pigmentem, który ma zdolność magazynowania energii świetlnej pobieranej ze zwykłych żarówek czy światła dziennego. Gdy w budynku nagle robi się ciemno (np. w wyniku awarii zasilania podczas pożaru), znaki te samodzielnie i intensywnie emitują wyraźne, jaskrawe, zielono-żółte światło. Pozostają widoczne w ciemności nawet do kilku godzin, ratując orientację ewakuujących się ludzi, podczas gdy standardowe (zwykłe) naklejki z PVC stają się po zmroku całkowicie niewidoczne i bezużyteczne.

Źródła

  • Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 7 czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów (Dz.U. Nr 109, poz. 719).
  • Ustawa z dnia 24 sierpnia 1991 r. o ochronie przeciwpożarowej (tekst jednolity Dz.U. 2022 poz. 2057 z późn. zm.).
  • PN-ISO 8421-6 – terminologia dotycząca ewakuacji i środków ewakuacji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Musisz przeczytać